I kto tu jest chamem? Rzecz o polskim faszyzmie

Po 10 kwietnia 2010 r. po raz pierwszy w dziejach III RP Polskę, w jakiejś mierze, udało się wyprowadzić z Europy w kierunku ponurych standardów azjatyckich. Przez ostatnie lata jednym z najważniejszych terminów w polskiej debacie politycznej i medialnej okazał się tzw. polski cham. Bezpośrednim wydarzeniem, które wspomnianą debatę zogniskowało, było oczywiście wprowadzenie Programu „Rodzina 500 plus”. To, co ujawniła ta dyskusja, było po prostu przerażające. Jeśli w ostatnich latach w polskiej polityce, przy pełnej akceptacji znacznej części tzw. autorytetów, salonów, „Europejczyków” – tu mogą sobie czytelnicy wstawić dowolne określenie – pojawiła się narracja rzeczywiście faszystowska bądź do faszyzmu podobna – to przy tej okazji.„Motłoch” kontra „elity” Celebryci i politycy, i „intelektualiści”, nawijający o brudnym, defekującym, wiecznie pijanym, obleśnym plebsie, brzydalach i tłuściochach bez mózgu, co pasożytują na społeczeństwie i na mądrych, i lepszych, a co najgorsze, żrą paskudne rzeczy i robią kupy na plażach – idealnie wchodzili w role „nadludzi”, którym gorsze wersje człowieka przeszkadzają, ośmielając się dzielić z nimi jedną przestrzeń życiową.  Dynamika tego dyskursu, tak skwapliwie podchwyconego przez media mętnego nurtu, nie bawiła się w żadne eufemizmy. Eksponowano biologiczną obrzydliwość zwykłego człowieka, rodaka, pławiąc się w opowieściach o tym, jak on jest fizycznie i psychicznie gorszy. Opisywano, jak ten motłoch i 
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze