ZAWÓD: DYSYDENT

Osoba byłego dysydenta, symbolizującego bardziej pewien ośrodek wpływów i władzy niż oryginalną myśl, nęci i wabi ludzi pióra i mikrofonu. Poświęca się mu książki, artykuły, filmy i audycje. Pierwowzór bohatera „Najlepszego”, „Michnikowszczyzny” i „Doliny Nicości”, jak na egoobsesjonata przystało, musiał zareagować na te książki, skrajnie i sprzecznie zarazem: z jednej strony ze złością, jak na każdą próbę odtworzenia postaci nieczajewowskiej w polskiej prozie, z drugiej zaś z zadowoleniem człowieka, który w latach 60. zbierał podpisy pod listem w swojej własnej obronie.Reminiscencje W połowie marca przeczytałem, że były dysydent powędrował do Budapesztu demonstrować przeciwko centroprawicowemu rządowi Viktora Orbana. „Gazeta Wyborcza” z namiętnością podchodząca do reformatorskich zapędów partii Fidesz na Węgrzech obrzuciła swych czytelników stosem informacji prosto „z frontu”. O ile na lokalnym poletku dziennik próbował poskromić szeroko pojętego „kibola”, za granicą uważał, że należy przeciwdziałać „hydrze podnoszącej znów głowę” przeciwko węgierskiemu postkomunizmowi. „Kiboli” i sympatyków Orbana oskarża się w „Gazecie” o tendencje „nacjonalistyczne”, „skrajne” oraz „wywrotowe” i może poza pierwszym określnikiem – zapewnie słusznie. Strachy wszakże na Lachy – skrajne nastawienie do postkomunizmu należy uznać za objaw zdrowia politycznego, psychicznego i intelektualnego. Felieton „Do przyjaciół Węgrów” redaktora naczelnego „Gazety” przypomniał mi pewien
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze