W New Delhi tylko o polityce

Przez dwa dni ani zwiedzania, ani zabytków, ani turystyki – czysta polityka. Żadne tam notowanie obyczajów i zachowań – wyłącznie polityka międzynarodowa, wewnętrzna, reformy premiera Modiego itp., itd. Jestem w państwie, które za około pięć lat będzie najliczniejsze na świecie, wyprzedzając Chiny.

W kraju, który jednak wciąż nie ma... jednolitego systemu podatkowego na całym swoim terytorium! Podatki są różne w zależności od stanów – no, w USA to jednak nie do pomyślenia. Co prawda, w końcu jednolity system uchwalono, ale cały czas brakuje przepisów wykonawczych. Rok budżetowy zaczyna się tutaj dopiero w czerwcu. Głównym celem tego na rok 2017 do połowy następnego będzie zmniejszenie deficytu do 3,2 proc. (w kolejnym roku do 3 proc.). Premier Modi, wielki reformator, autor kilku dalekosiężnych programów modernizacyjnych, chce zmniejszyć zadłużenie sektora publicznego, które teraz wynosi aż 66 proc., do 60 proc. w 2020 r. Co z tego planu wyjdzie – zobaczymy. Zwiększa wydatki na inwestycje, infrastrukturę kolejową, rozwój regionów wiejskich – tnie subsydia i wydatki socjalne. Zwiększa podatki dla najbogatszych, zmniejsza uboższym oraz małym i średnim firmom. I jest konsekwentny: mimo że właśnie teraz odbywają się wybory w kilku, i to największych, stanach, nie kupuje wyborców – choć od tych elekcji zależy przecież także skład izby wyższej parlamentu, która wybiera prezydenta Indii (system polityczny trochę przypomina ten w Niemczech: tam też Bundesrat jest izbą landów, tak jak tutaj – stanów).

Opór wobec reform stawia tu nieprawdopodobna biurokracja – nie rozumie ona planów Modiego. Uważa być może, że wystarczy ograniczyć reformy do tych z lat 90. A reformom wewnętrznym towarzyszy świadoma, suwerennościowa międzynarodowa polityka gospodarcza New Delhi. Na przykład wypowiedziano około 70 krajom (w tym 23 państwom UE) umowy handlowe. Indie uznały po prostu, że tracą za dużo pieniędzy, podlegając rozstrzygnięciom...
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: