Smoleńskie grzechy Donalda T.

„Sądzę, że przewodniczącym Rady Europejskiej nie powinien być człowiek, wobec którego być może stawiane będą poważne zarzuty” – powiedział niedawno „Gazecie Polskiej” Jarosław Kaczyński. Prezes PiS odniósł się w ten sposób do roli Donalda Tuska w tuszowaniu sprawy smoleńskiej. Czy Tusk faktycznie może – i czy powinien – usłyszeć zarzuty?

Rozdzielenie wizyt i sekretne negocjacje z Moskwą, całkowity brak osłony kontrwywiadowczej w trakcie remontu samolotu Tu-154, oddanie śledztwa smoleńskiego Rosjanom – to tylko część działań lub zaniechań obciążających byłego lidera PO. Dochodzą do tego trzy inne „grzechy”: serwilizm wobec rosyjskich służb specjalnych, usankcjonowanie fikcyjnego badania katastrofy przez polską komisję oraz tuszowanie afery z zamianą ciał.
1. Zastawiając pułapkę na prezydenta
* Donald Tusk niemal przez miesiąc ukrywał przed prezydentem Lechem Kaczyńskim, że spotka się w Katyniu z Władimirem Putinem nie 10, lecz 7 kwietnia. Jak wynika z zeznań Agnieszki Wielowiejskiej, dyrektorki departamentu spraw zagranicznych Kancelarii Premiera, decyzja o podziale uroczystości zapadła już najwyżej kilka dni po rozmowie telefonicznej Tuska i Putina (która odbyła się 3 lutego 2010 r.). Tymczasem prezydent Kaczyński, pierwsza osoba w państwie, dowiedział się o tym dopiero na początku marca 2010 r. – a więc miesiąc później.
* Tomasz A., szef kancelarii i najbliższy współpracownik Tuska, prowadził przed katastrofą nieoficjalne lub półoficjalne rozmowy z Rosjanami. Chodzi m.in. o tajemnicze spotkania z Jurijem Uszakowem, zastępcą szefa administracji Putina. Były przynajmniej dwie takie rozmowy: 25 lutego 2010 r. w restauracji w Warszawie i 17 marca 2010 r. w restauracji w Moskwie. W pierwszej rozmowie uczestniczył rosyjski ambasador Władimir Grinin, przyjaciel Putina (obaj znają się jeszcze z drugiej połowy lat 80., gdy Putin był agentem KGB we wschodnioniemieckim Dreźnie, a Grinin stał na czele sowieckiej ambasady w NRD)....
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: