Czym jest... smutek

Papież Franciszek podczas Mszy św. na Campus Misericordiae w Brzegach, na zakończenie XXXI Światowych Dni Młodzieży, zwrócił się do nas z apelem, byśmy nie zamykali się w naszych smutkach, ciągle rozpamiętując doznane krzywdy i przeszłość, ale zwracali się ku Bogu, który zawsze czeka na nas z nadzieją. Bo też „przywiązywanie się do smutku nie jest godne naszej postury duchowej! Jest to w rzeczywistości jakiś wirus, który zaraża i blokuje wszystko, który zamyka wszelkie drzwi, który uniemożliwia rozpoczęcie życia na nowo, ponowny start”. Uczucia są immanentną składową naszego życia. Wśród nich – smutek, który przybierać może różne formy. Może być smutkiem „reaktywnym”, uzasadnioną reakcją na stratę kogoś bliskiego, czegoś ważnego, nieosiągnięcie celu, który sobie zamierzyliśmy, bólem spowodowanym utratą tego, co darzyliśmy miłością, bądź tego, co umiłowane jako przedmiot naszego dążenia. Może też być smutkiem, który definiuje niejako całe nasze jestestwo, w którym czujemy się niejako przyparci do ściany tak, iż nie potrafimy się od niej odróżnić. Ten drugi może być konsekwencją pierwszego, ale niekoniecznie wprost. Wiele bowiem twarzy ma smutek. Zawsze jednak jest sygnałem, by się zatrzymać, przeciwdziałać, by smutek nie zamienił się w rezygnację. Ta powoduje smutek bezbrzeżny, nad którym trudno zapanować. Święty Tomasz z Akwinu wyróżniał, za Janem Damasceńskim, cztery rodzaje smutku. Pierwszym z nich jest zobojętnienie („acedia”), czyli smutek „odejmujący
     
44%
pozostało do przeczytania: 56%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze