HARATANIE W KIBICA, CZYLI PREMIER NA WOJNIE

Kary za patriotyzm

Przez cały okres trwania tego państwa mecze piłkarskie w centralnych ligach rozgrywkowych, jak pokazała afera futbolowa (opisana przez „Gazetę Wyborczą”), nie są wygrywane i przegrywane. Są sprzedawane i kupowane. A to rodzi bardzo poważną, nie tylko sportową konsekwencję – dwa kolejne piłkarskie pokolenia nie rywalizowały na co dzień. Nie mogły więc od święta osiągać żadnych znaczących międzynarodowych sukcesów sportowych, które, jak wiadomo, są główną siłą ściągającą do sportu kibiców. Premier – piłkarz i mistrz piaru – powinien to wiedzieć. Wojna propagandowa, która od pierwszych dni kwietnia przewija się przez polski medialny mainstream, jest jednak w samej swojej naturze zagadnieniem o tyle ciekawym, o ile prowadzącym do przewrotnych wniosków.

Wymiana ognia między kibicami a „Gazetą Wyborczą” trwa z różnym natężeniem od dawna. Jej najbardziej jaskrawym przykładem było nagłośnienie serii patriotycznych akcji zorganizowanych przez tradycyjnie antykomunistycznych kibiców Lechii Gdańsk, którzy postanowili uczcić pamięć rocznicy 17 września 1939 r. Polski Związek Piłki Nożnej ukarał wówczas gdańską Lechię, powołując się na przepis, który nie pozwala na „wieszanie na trybunach transparentów niezwiązanych z widowiskiem sportowym”. Pomijając fakt, że przepis ten jest niezgodny z bezpośrednio stosowaną Konstytucją RP, warto zauważyć, że ta akcja stała się medialnym katalizatorem wybuchu postaw patriotycznych i niepodległościowych na polskich stadionach.

Jak ITI przegrało z kibicami

Drugim kluczowym elementem tej sprawy jest trwający od wielu lat konflikt kibiców warszawskiej Legii z właścicielem klubu, spółką ITI. W wyniku tego konfliktu stary stadion Legii przez ostatnie dni swojej sportowej kariery świecił pustkami lub rozbrzmiewał szyderczymi piosenkami o Mariuszu Walterze, sugerującymi, w jakim państwie na świecie powinien kupić klub. Władze spółki przyjęły wówczas...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: