Głównym celem Rosji jest podział państw NATO

Rosja chce stworzyć wrażenie, że niektóre kraje nie wypełnią zobowiązań wynikających z artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego. Chodzi o zaciemnienie obrazu spójności NATO – z gen. Benem Hodgesem, głównodowodzącym siłami USA w Europie, rozmawia Michał Rachoń.

Panie Generale, powiedział Pan kiedyś, że Rosja jeszcze dwa lata temu była Pańskim przyjacielem. Co się stało, że już tak nie jest?
Wszyscy na Zachodzie mieliśmy nadzieję, że po zimnej wojnie Rosja stanie się pełnoprawnym i zaangażowanym członkiem społeczności międzynarodowej, i przez pewien czas rzeczywiście nim była. Mam w pamięci kilka przykładów współpracy Rosji i NATO. Proszę przypomnieć sobie siły IFOR w Bośni, mieliśmy rosyjską brygadę, która była częścią naszych sił, pamiętam trzygwiazdkowego rosyjskiego generała, który stacjonował w Mons w Belgii. Rosja jest ważnym państwem o dużych zasobach. Nielegalna aneksja Krymu była więc z tego punktu widzenia bardzo zaskakującym aktem. Wcześniej mieliśmy inwazję w Gruzji, której 20 proc. terytorium Rosja ciągle okupuje – nie rozumiem dokładnie, dlaczego to robi, ale wydaje mi się, że oni wierzą, że mają prawo do własnej sfery wpływów i imperialnego podejścia do innych państw. Natomiast ja uważam, że w XXI wieku to nie działa.

Na ile zmieniła się natura rosyjskich sił zbrojnych po zakończeniu zimnej wojny?
W rosyjskiej tradycji przez wieki ważne były masy – wielkie liczby ludzi. W dzisiejszych czasach jest to nierealne. Rosja zainwestowała więc naprawdę duże pieniądze, począwszy od 2007 r. – rok przed inwazją w Gruzji – w modernizację armii. Postawiła na uzawodowienie żołnierzy, powierzyła komunikację radiową podoficerom, co jest rewolucją w militarnej tradycji Rosji. Zmieniła też koncepcję wykorzystywania informacji, stosując własną interpretację faktów, zastraszanie, atakowanie przeciwników tą informacją. Dziś lepiej niż w przeszłości widać takie działania. A to daje nam...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: