Zapiski ze Lwowa i z Sambora

Dodano: 01/06/2016 - Numer 6 (124)/2016

Jestem tu znowu – po niemal dwóch latach. Wtedy to był Lwów i Drohobycz. Teraz Lwów i Sambor oraz Łuki Małe. Pierwszy raz byłem w mieście określanym po łacinie jako „Leopolis Semper Fidelis” już 26 lat temu. I zawsze jest to, chcąc nie chcąc, podróż sentymentalna. Mój prapradziadek Henryk Ludwik Czarnecki pochodził z Wołynia, urodził się między Łuckiem a Równem – ale przecież Lwów to zawsze Lwów, miasto magiczne.  Dzisiejsza komunikacja we Lwowie: żółto-czerwone, sędziwe trolejbusy, żółte „marszrutki”, czyli prywatne, zatłoczone mikrobusy, wreszcie kolorowe – w zależności jakie wożą reklamy – tramwaje. Zabawne, dzisiejsi włodarze grodu Lwa pewnie nawet nie pamiętają, że kolorami „drugiego Lwowa” – czyli Wrocławia – są również żółty i czerwony, czyli barwy tutejszej trakcji trolejbusowej.  Stary budynek lotniska stoi pusty po lewej stronie. Po prawej nowoczesny port lotniczy, który oddawano w takim pośpiechu, że górne piętro straszy pustymi pomieszczeniami. Lotnisko ma patrona ukraińskiego, a może – ściślej biorąc – ruskiego. Książę Dmytro Halicki ma pokazać „właściwe” korzenie miasta, bądź co bądź, przez zdecydowanie największą część własnych dziejów – polskiego.  Na lotnisku napisy – demonstracje w wielu językach: „Ukraina jest krajem wolnym od korupcji. Łapówka jest czynem karalnym”. Najpierw po ukraińsku i angielsku, a potem w językach wszystkich sąsiadów tego kraju: po polsku, rosyjsku, białorusku, słowacku, węgiersku i rumuńsku.  Od Sambora jadąc w
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze