Eurosceptycyzm à la Haga

Dodano: 03/05/2016 - Numer 5 (123)/2016

Kraj mający na samochodach oznaczenie „NL”, jeden z najbogatszych w UE i jeden z największych płatników netto do kasy w Brukseli, jest dziś tym, w którym – jak w soczewce – widać strachy europejskich narodów. Bardzo poważny holenderski biznesmen, były piłkarz Ajaxu Amsterdam, kręci głową w rozmowie ze mną: „Zrobiliśmy błąd z tą polityką imigracyjną”. Mówi o swoim kraju – do niedawna będącym nomen omen Mekką dla gości z Azji czy Afryki. I uściśla: „Ci z Surinamu są jeszcze w porządku. Taki Tahamata na przykład to mój sąsiad, mieszkał dwie ulice dalej. Ale ta reszta...”. Surinam to dawna kolonia Królestwa Niderlandów, a Simon Tahamata to świetny piłkarz, reprezentant „Pomarańczowych”, choć urodzony właśnie w tej holenderskiej części Ameryki Środkowej. Takich jak pan B. krytyków nadmiernego otwarcia drzwi (i okien!) przez Hagę dla imigrantów jest w tej chwili większość w tym ósmym co do wielkości kraju Unii Europejskiej. Stąd właśnie wynik holenderskiego referendum w sprawie umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. Nasi wschodni sąsiedzi oberwali rykoszetem za – głównie islamskich zresztą – imigrantów z innych kontynentów. Skądinąd Niderlandy stają się, podobnie jak wiele innych państw Europy Zachodniej, Północnej i Południowej, coraz bardziej „wsobne”, skoncentrowane na tym, co swojskie, własne, a nie na tym, co zewnętrzne (sic!), bo europejskie. To nie zaczęło się bynajmniej teraz. Już przed 11 laty   Holendrzy – też!  – w referendum odrzucili, idiotyczny zresztą,
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze