Nie tylko „Cesarzowa Ki”?

Od kilku miesięcy Telewizja Polska nadaje koreański serial historyczny „Cesarzowa Ki”. Gdybyśmy żyli w czasach dostępności dwóch programów, oglądaliby go wszyscy, ale nawet dziś cieszy się pewną popularnością. Widzów olśniewają egzotyka, żywe kolory i przepych realizacji, w którą włożono mnóstwo pieniędzy i umiejętności. Zważywszy jednak na tematykę, po tym pierwszym w historii TVP kontakcie z koreańskim serialem pozostanie on dla widza zjawiskiem obcym i egzotycznym. W Polsce telenowela kojarzy się bowiem z Ameryką Południową, zaś ambitniejsze seriale przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, trochę rzadziej z innymi krajami europejskimi. Azja (z wyjątkiem może japońskich kreskówek) pozostaje na pozór nieodkrytym zupełnie lądem, na którym można jednak napotkać setki, jeśli nie tysiące polskich fanów, którzy dotarli tam bez pomocy mediów, jedynie dzięki portalom internetowym, oferującym dostęp do najnowszych produkcji, czasem z kilkudniowym tylko poślizgiem. „Cesarzowa Ki” to niewątpliwie jedna z lepszych produkcji z gatunku sageuk (dramat historyczny). Popularna, lecz nie najpopularniejsza, tu bowiem palma pierwszeństwa należy do „Dae Jang Geum” (za granicą „Jewel in the palace”), starszego o 10 lat serialu opowiadającego o żyjącej w czasach dynastii Joseon (a więc o jakieś 200 lat później niż rozgrywa się akcja „Cesarzowej Ki”) pierwszej w tej części świata kobiecie – nadwornemu medykowi dworu królewskiego, której udaje się prowadzić
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze