Artystyczna klapa

To jest zła płyta. To był zły pomysł. To klęska artystyczna na własne życzenie. Zagubieni muzycy serwują przewidywalne brzmienie obciążone tekstami obezwładniającymi infantylizmem. Powraca tzw. rock harcerski w groteskowej odsłonie. Wieko to pierwsza od bardzo dawna polska supergrupa, która postanowiła przywrócić melodyjność naszej muzyce rockowej. Życiorysy artystyczne członków projektu budziły respekt. Nazwy: Budka Suflera, Perfect, DeMono czy Turbo dawały kredyt zaufania bez jakiegokolwiek poręczenia. Wytrawni muzycy (Zeliszewski, Chojnacki, Kupczyk, Sygitowicz) poruszający się po korytarzach polskiego show-biznesu z luzem bywalców salonów. Wszystkie elementy tej układanki składały się doskonale. Jak napisano we wkładce płyty – członkowie Wieka zebrali się w tej konfiguracji personalnej z powodu „permanentnego głodu grania oraz tworzenia”. Zainteresowanie mediów było spore. Wywiady, opisy z sali prób, pierwsze dźwięki dostępne w Sieci. Przygotowano 19 nagrań z tekstami znanych autorów (Olewicz, Książek, Sikorowski, Zeliszewski). I tak oto mamy album „Błękitny dym”. Dwa krążki CD. Kompozytorem całego materiału jest tylko jeden muzyk – Robert Chojnacki. Pan Robert niewiele miał w swoim dorobku muzyki określanej jako classic rock, bo trudno hitowi „Budzikom śmierć” przypisać rockowy feeling. I tutaj pojawia się pierwszy problem. Wieko definiuje swoje brzmienie jasno: „od granic prostego rocka lat 70. po dość skomplikowane aranże z pogranicza fusion”. Pięknie
     
39%
pozostało do przeczytania: 61%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze