Londyn – Warszawa: wspólna sprawa

Dodano: 02/12/2015 - Numer 12 (118)/2015

Londyn chyba posłuchał Leopolda Staffa, bo „o szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny/ I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny”. W tym deszczu  bynajmniej nie rozpływa się brytyjska radość z powodu wyników wyborów w Polsce. Prawicowy rząd, mający samodzielną, bezwzględną większość w parlamencie, to rzadkość na Starym Kontynencie, choć akurat w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej jest w zasadzie normą (ostatnie cztery lata i koalicja konserwatystów i  liberalnych demokratów to wyjątek od reguły). Posiadanie przez torysów takiego sojusznika to dla lokatora 10 Downing Street prezent niebios, nawet jeśli z tych niebios pada bez przerwy deszcz. Akurat, gdy idę do siedziby premiera Jej Królewskiej Mości Davida Camerona, deszcz przestaje padać. Czy to nie metafora? Cameron to w ostatnich 40 latach jeden z trzech najwybitniejszych polityków brytyjskich, obok Margaret Thatcher i Tony’ego Blaira (jakkolwiek by oceniać tego ostatniego). Inni premierzy, jak konserwatysta  John Major czy laburzysta Gordon Brown, nie potrafili obronić władzy i musieli odejść z jednego z najbardziej strzeżonych  budynków na świecie – tego przy Downing Street. Skądinąd kiedyś każdy londyńczyk mógł podejść bezpośrednio pod siedzibę premiera. Dopiero detonacja bomby ukrytej w ciężarówce przez Irlandzką Armię Republikańską spowodowała prawdziwe odcięcie Downing Street od londyńskiego świata. (Ulica została zbudowana i nazwana dla uczczenia Sir George’a Downinga,
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze