Armenia obca, Armenia swojska

Dodano: 06/11/2015 - Numer 11 (117)/2015

Armenia jest w jakimś sensie obca, bo podąża w rosyjskim rydwanie i potrafi zerwać – pod ewidentnym wpływem Moskwy – zaawansowane negocjacje w umowie stowarzyszeniowej z UE. Ale jest też swojska... Gdy w Europie coraz więcej jest muzułmanów, przyjazd do najstarszego chrześcijańskiego państwa na świecie – Armenii – jest czymś szczególnym. W ciągu ostatnich 10 miesięcy jestem tutaj już piąty raz. Kraj Ormian – politycznie odległy, boć to przecież członek najpierw rosyjskiej Unii Celnej, a teraz Unii Euroazjatyckiej z rosyjskimi wojskami strzegącymi jej dwóch z pięciu granic. A jednocześnie jakże bliski kulturowo i cywilizacyjnie. Wiele osób z krzyżykami na szyi, także młodych kobiet – u nas, „na Zachodzie”, spotyka się to dużo rzadziej. Tak, Armenia jest i bliska, i daleka. I swojska, i obca. Daleka, bo to jednak geograficzna, według wielu geografów, Azja. Bliska, bo przecież jeśli członkiem Unii Europejskiej jest będąca doprawdy poza geograficzną Europą Malta, której wszak rdzenną, od wieków ultrakatolicką ludność stanowią rdzenni Arabowie, przekształceni na Maltańczyków, ale z językiem zbliżonym do arabskiego – to przecież czymże od Malty gorsza jest chrześcijańska Armenia, której władca Tyrdat III jako pierwszy w dziejach uznał chrześcijaństwo za „religię państwową”, już w IV wieku po narodzeniu Chrystusa, zresztą około 20 lat przed Gruzinami? Armenia jest w jakimś sensie obca, bo podąża, chcąc nie chcąc, w rosyjskim rydwanie i potrafi zerwać – pod
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze