Szaleństwo wypalone

Dodano: 06/11/2015 - Numer 11 (117)/2015

Na rynku dostępny jest czwarty solowy album Davida Gilmoura „Rattle that lock” – 10 nagrań, które mają przekonać nas, iż potencjał twórczy – głosu i gitary – Pink Floyd nadal może zelektryzować zblazowanych koneserów rocka. David Gilmour jako artysta solowy nigdy nie nagrał płyt, które zbliżyłaby się emocjami do katalogu muzycznego Pink Floyd. Fani przyjmowali je ciepło, choć potem zasypiały przykryte kurzem na dolnych półkach naszych kolekcji. Najbliżej „muzycznej nieskończoności” był wówczas, gdy wydał w 2006 r. album „On an Island” – zestaw urokliwie leniwych, melancholijnych ballad. Artysta od lat odcina się od definiowania swoich dokonań jako rock artystyczny, progresywny. Mówi: „Nigdy nie byłem wielkim fanem tego, co określano mianem rocka progresywnego. Jestem jak Groucho Marx – nie chcę należeć do żadnego klubu, który będzie mnie określał jako swojego członka!”. Na zestawie „Rattle that lock” stara się to pokazać. Słyszymy tutaj echa kabaretowych nocy z lat 30. („Face of stone”), akustyczny jazz („The Girl in the yellow dress”), dynamiczny pop-rock z muzycznymi śladami Roxy Music i liniami wokalnymi prosto od Joe Cockera z lat 80. („Rattle that lock”). Ale jest także rock artystyczny z instrumentalnymi dialogami gitary i fortepianu („5 am”) i patetycznym gęstym brzmieniem („In any tongue”). Nie ulega wątpliwości, że płyta powstała w wyniku długich przemyśleń i żmudnego procesu twórczego, wszystkich zaangażowanych muzyków. Personalnie to ekipa, która
     
44%
pozostało do przeczytania: 56%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze