Porywa mnie renesans

Grupy, w których gra – Camel i Kayak – cieszą się w Polsce statusem kultowych. Obok Ricka Wakemana uznawany jest za głównego romantyka rocka progresywnego. Ton Scherpenzeel – holenderski muzyk i kompozytor – w rozmowie z Arkadiuszem Kozłowskim opowiada o tym, co ładuje jego twórcze baterie, i o muzycznej przyjaźni z Andym Latimerem.Pod koniec lipca pojawiłeś się z zespołem Camel na dwóch koncertach w Polsce. Po 15 latach muzyka Andy'ego Latimera znowu wywołała poruszenie wśród polskich fanów.To była krótka, intensywna wizyta. Co zapamiętasz z niej na dłużej? To była moja pierwsza wizyta w Polsce. Nigdy tu nie grałem i to już samo w sobie powoduje, że te występy były czymś wyjątkowym. Poza tym odbiór naszej muzyki przez polskich fanów był niezwykły i bardzo ciepły. Oba koncerty przyciągnęły wielu ludzi i nie pamiętam, kiedy ostatni raz dałem aż tyle autografów po koncercie. Mam z Polski wyłącznie dobre wspomnienia i na pewno chciałbym jeszcze tu powrócić.Twoja aktywność muzyczna budzi podziw. Jesteś liderem klasyków europejskiego prog-rocka – formacji Kayak, współpracujesz z Camel, komponujesz, nagrywasz płyty solowe. W 2014 r. pokazałeś nową rock operę „Cleopatra – The Crown of Isis”. Co ładuje Twoje twórcze akumulatory? Czy nadal odczuwasz te same emocje, jak wtedy, gdy po raz pierwszy usłyszałeś „She loves you” The Beatles? Wynika to z czegoś, co mnie wewnętrznie napędza, a czego nie potrafię dokładnie
     
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze