Rockowa wojna postu z karnawałem

Dla pokolenia nieskalanego rockandrollową fascynacją to tylko ojciec Jacka Sparrowa – bohatera serii filmowej „Piraci z Karaibów”. Dla wyznawców kultury rocka to: symbol, ikona, znak jakości – tego wszystkiego, co wydarzyło się w muzyce od chwili gitarowej rewolty lat 60. To Keith Richards – gitarzysta, wokalista, kompozytor i symbol trwania grupy The Rolling Stones. Nowa, nieautoryzowana biografia mistrza – „Niezniszczalny” autorstwa Victora Bockrisa – to lektura niebezpieczna. Śledząc na jej kartach życie Richardsa, będziecie go kochać i nienawidzić. Będziecie mu współczuć i zazdrościć. Będziecie podziwiać jego muzyczną intuicję, jednocześnie bolejąc nad obezwładniającym infantylizmem. Nic nie jest tu czarne albo białe. Czasami mamy wyraziste kolory definiujące geniusza, a czasami kolorystyczny bełkot zalany litrem markowego koniaku i posypany białym proszkiem. Od lat w obiegu popkultury funkcjonuje powiedzenie, że „w przypadku katastrofy nuklearnej na Ziemi przeżyją tylko karaluchy i Keith Richards”. I jest to prawda. Lektura tego 500-stronicowego wydawnictwa nie pozostawia wątpliwości. Wszystko zaczęło się wiosną 1961 r. na dworcu prowincjonalnego Dartford. Dwaj młodzieńcy Mick Jagger i Keith Richards wybierali się do Londynu. Ten pierwszy miał ze sobą płyty Chucka Berry’ego i Muddy’ego Watersa. Ten drugi, gdy je zobaczył, wiedział, że trafił na gościa nadającego na tych samych falach. Od momentu wspólnego wysłuchania albumu „The Best of Muddy Waters”
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze