Agenci w polityce? Jeszcze nie teraz...

Dodano: 01/09/2015 - Numer 9 (115)/2015

„Nie interesuję się służbami specjalnymi – z nadzieją na wzajemność”. To powiedzonko, które wprowadziłem do języka publicznej debaty w Polsce, jest tyleż efektowne, co oczywiście nieprawdziwe (żeby nie powiedzieć naiwne). Rzecz jasna, służby na całym świecie interesują się głównie tymi, którzy się  nimi nie interesują. Z mojego brukselskiego obserwatorium widać wyraźnie kilka rzeczy. Po pierwsze: jakże śmieszne są stwierdzenia typu „służby na przykład Wielkiej Brytanii są otaczane wielką estymą w społeczeństwie, nie są przedmiotem gry politycznej, współpracować ze służbami to zaszczyt dla obywatela Jej Królewskiej Mości  – a u nas to powód do anatemy, a służby są elementem politycznej gry”. Ci, którzy tak bezrefleksyjnie porównują instytucję służb specjalnych w PRL i w Polsce z tymi na Zachodzie, choćby w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, USA czy Izraelu, wydają się za wszelką cenę nie chcieć rozumieć, że kolejne wcielenia Jamesów Bondów czy agenci na przykład francuscy służyli cały czas tym samym, swoim państwom, nawet jeśli rządzonym przez różne partie. Ludzie z MI5 czy MI6 z Wysp Brytyjskich pracowali na rzecz własnego kraju, który – owszem – wymieniał się informacjami w ramach NATO, zwłaszcza ściśle z Amerykanami, jednak nie był częścią systemu, który służył obcemu mocarstwu. A tak było w przypadku „krajów demokracji ludowej” trzymanych za twarz przez Związek Sowiecki w ramach Układu Warszawskiego. Porównywanie obu tych
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze