Od Dostojewskiego do Dugina

Należy czytać Dugina. Tam jest wszystko. Atak na Gruzję i katastrofa polskiego samolotu pod Smoleńskiem, anszlus Krymu i atak na Ukrainę. Tam są także zapisane następne rozdziały historii. Mętne – jak mętne były zapowiedzi w „Mein Kampf”, prorocy zawsze są mętni. I należy ich czytać – jak kiedyś należało czytać „Mein Kampf”. Co się tyczy Polaczków – to plemię jaszczurcze właśnie ogień hartuje. Oni z pobojowisk wstają jeszcze silniejsi – niby komedianci czerpiąc swą siłę z krwawych dekoracji... Więc aby ich pokonać cios miecza nie starczy – im trzeba zabić dusze, obślinić ołtarze do legend przypiąć małe błazeńskie dzwoneczki szable przekuć w widelce... Wtedy zauważysz rzecz dziwną a zabawną: palisz jakiś wiersz a z szarych twarzy tłumów pełznących ulicą znika rys jakiś, jakiś grymas warg jakieś zmarszczenie czoła... W końcu pozostają gładkie kule na karkach świecące w pochodach. Wtedy już można stanąć na trybunie nawet bez miecza – byle knut wystarczy i jakaś obręcz z cyrku... („List Dostojewskiego do Strachowa”, po diełu polskogo miatieża 1863) List o Rosji, a jednak jak najbardziej o Polsce. Fikcyjny, a przecież prawdziwy. Produkt uboczny studiów nad kulturą Rosji: w pewnym momencie odłożyłem pisanie doktoratu i napisałem ten wiersz. Potem wróciłem do doktoratu. Praca została oceniona przez władze uniwersyteckie wysoko i skierowana do druku w PWN. Miała ukazać się jeszcze pod koniec 1971 r. Porażająco piękną okładkę wykonał Jerzy Ćwiertnia. Gdy wszystko
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze