Marzec przed Marcem

Marzec nigdy by nie nastąpił, gdyby nie pewne wydarzenia „odgórne”, gdyby nie obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego i towarzysząca im dyskusja. Ta dyskusja nie ucichła przez dwa lata. Ostatnie jej słowa padły w Marcu’68 na Krakowskim Przedmieściu. Studenci użyli w niej cytatów z Mickiewicza, władza komunistyczna – pałek.

Kiedy właściwie zaczęło się wrzenie wśród studentów? A kiedy go nie było? Pamiętam, jak 1 maja 1966 r. chcieliśmy bronić niepodległości Wietnamu, by przy okazji upomnieć się o niepodległość dla Polski. Z manifestacji nic nie wyszło, bo wszyscy się z wszystkimi pokłócili i tylko kilku zetemesowców pojechało potulnie na pochód pierwszomajowy i na protest pod Ambasadę USA. Potem były wakacje. Za to w październiku odbyły się dwie naraz manifestacje.
Zetemesowcy zorganizowali na uniwerku dyskusję
w 10. rocznicę polskiego Października, my w akademiku wieczór polsko-węgierski, dla uczczenia rocznicy masakry w Budapeszcie. Jak się potem okazało, zetemesowcy, którzy nas nienawidzili jako akowców, piłsudczyków i w ogóle nacjonalistów – niechcący uratowali nam skórę. Wszyscy agenci poszli doglądać ich imprezy, miał tam być Kołakowski i dużo dzieci czerwonych prominentów, nasz wieczorek esbecja zauważyła dopiero po fakcie. Impreza zetemesowska polegała na narzekaniu na partię, bo komunizm to jednak dobra rzecz, tylko wciąż źle wcielana. Październik według obu prelegentów (drugim był dr Krzysztof Pomian) został zmarnowany. Starzy i młodzi „rewizjoniści’, „trockiści” „prawdziwi marksiści” mogliby się podpisać pod hasłem: „Chcieliśmy jak najlepiej, a wyszło jak zawsze”.
Jakiś czas po imprezie Kołakowskiego i Pomiana wyrzucono z partii, zetemesowcom Michnikowi i Szlajferowi wytoczono dyscyplinarkę, co skończyło się zawieszeniem ich w prawach studenckich. Mimo niechęci do czerwonych zbieraliśmy podpisy w ich obronie. Na niecały tysiąc podpisów (a na uniwerku było 20 tys. studentów, że o innych uczelniach zamilczę!)...
[pozostało do przeczytania 92% tekstu]
Dostęp do artykułów: