Kompleksy i błędy w polityce zagranicznej, czyli BeKa x 4

Dodano: 01/04/2015 - Numer 3 (109)/2015

Dla Komorowskiego polityka zagraniczna to w praktyce tabula rasa. Pod tym względem pasują do siebie z Tuskiem jak bracia syjamscy. Tak naprawdę nie znam odpowiedzi na pytanie, czy polityka zagraniczna Bronisława Komorowskiego jest realizacją świadomego planu, czy wypadkową braku profesjonalizmu jego zaplecza i braku wizji jego samego, połączonej z różnymi kompleksami (znajomość języków) okraszonymi brakiem wiary we własny naród i własne państwo. Niektórzy ludzie z naszego obozu mają gotową odpowiedź, że polityka międzynarodowa w wykonaniu Pałacu Namiestnikowskiego to przemyślane „granie” na Rosję, w odróżnieniu od „gry na Niemcy” Donalda Tuska. Jak to się jednak ma do tego, co mówią ci sami ludzie o wyraźnym przeorientowaniu się Komorowskiego na USA, co miało dokonać się w ostatnim czasie? Skądinąd pytanie, na ile jest to czasowa „zmiana wajchy”, a na ile stała, wynikająca z uznania, że to jednak Waszyngton, a nie Moskwa, będzie w większym stopniu rozdawać karty w naszym regionie? Wymienię kilka elementów, które oddają istotę polityki zagranicznej w wykonaniu „Pierwszego Obywatela” – a może raczej brak tej polityki. 1. Nieznajomość tematyki, zagubienie. Jeżeli Bronisław Komorowski mówi o Norwegii jako członku Unii Europejskiej, to pokazuje to kompletny brak przygotowania do pełnienia funkcji prezydenta. 2. Brak ogłady i dyplomacji. Człowiek, który wyśmiewa urodę duńskich kobiet czy opowiada głodne kawałki osłupiałemu Obamie o „bigosowaniu”, o mężczyznach,
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze