BOCHEŃSKI NA WOJNIE

Jeśli więc kiedyś jakaś wojna do nas jednak przyjdzie, jeśli nas zaskoczy, podejdzie, wydarzy się niespodziewanie, to będziemy musieli szybko drukować książeczkę Bocheńskiego, która na szczęście jest krótka i nie zabierze zbyt dużo cennego w czasach wojennych papieru. Będziemy ją mogli wkładać naszym wojakom do plecaka, a ci w ciężkich zmaganiach zostaną zmuszeni do przejścia szybkiego kursu męstwa bojowego. Bocheński przyjdzie im wtedy z pomocą, a oni będą myśleć – ba, będą się wściekać – że żadna szkoła ani żaden mniej lub bardzie oficjalny program wychowawczy nie przygotowały ich do tego, co widzą i z czym muszą się zmierzyć. Ja przeczytałem wcześniej i mogę powiedzieć, że warto. Zresztą należy dodać, że Bocheński napisał pierwotnie ten tekst w 1938 r., w obliczu nadciągającej wojny i publikował w odcinkach. W całości ukazał się on dopiero w 1993 r. A zatem żołnierze kampanii wrześniowej nie mogli zabrać jej do plecaka. Pewnie nie musieli, bo swoim męstwem dowiedli, że cnoty, o których pisze autor, nie były im obce. Wszelako przeszli oni inne wychowanie i inną szkołę niż nasze pokolenia i nie musieli tak bardzo nadrabiać braków, z którymi my mamy do czynienia. Są takie książki, które przedstawiają reguły niby dotyczące życia nam obcego i niezgodnego z naszą codziennością, a jednak na tę codzienność się przekładają. Taką książką jest na przykład Reguła św. Benedykta. Nie trzeba być benedyktynem, nie trzeba chodzić w habicie, słuchać opata i śpiewać chorał, żeby z tej
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze