Owsiak? Miej proporcje, mocium panie

Dodano: 01/02/2015 - Numer 1 (107)/2015

Zaskoczę wszystkich: dziś ani słowa o Owsiaku! Może pozornie? Nie chcę porównywać autora hasła: „Róbta, co chceta” z wielkimi Polakami, którzy przez lata prowadzili olbrzymią działalność charytatywną – bez rozgłosu, z potrzeby rozumu i serca, nierzadko z własnych środków. Chcę tylko wspomnieć dwóch, którzy weszli do historii mojej rodziny: jeden do niej należał, drugi do niej chodził „po prośbie” o datki dla potrzebujących. Zacznę od tego drugiego, bo tak nakazuje chronologia. Gabriel Piotr Baudouin (Boduen), człowiek z francuskiego rodu, jeden z Polaków z wyboru, założył w Warszawie pierwszy sierociniec. Żył dla sierot. Kwestował dla nich, gdzie tylko się dało. Udał się także – z nieumówioną wizytą – do Otwocka, do posiadłości jednego z moich przodków ze strony Mamy, marszałka Franciszka Bielińskiego (od niego wzięła nazwę ulica Marszałkowska w stolicy). Prawdziwy społecznik Boduen przybył do otwockiego pałacyku i kazał lokajowi prowadzić się do pana marszałka. Ale kuzyn Bieliński zajęty był grą w karty, a do tego karta mu nie szła. Pogonił więc lokaja, który przyszedł zaanonsować pana Boduena. Ksiądz jednak (który nie głosił, żeby robić, co się chce, lecz namawiał, żeby słuchać Pana Boga) był uparty. Wdarł  się do pokoju karcianego i poprosił o datek. Wściekły – że mu przeszkodzono, a dodatkowo karta dalej nie szła – marszałek Bieliński wpadł w szał i spoliczkował kwestarza. Na co Boduen: „Panie marszałku, policzek był dla mnie, a co dla moich sierot?”.
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze