Konformiści: od kamienia łupanego do europarlamentu

Już za okresów dawno minionych: kamienia łupanego, malarstwa naskalnego, gospodarki zbieraczy, gospodarki łowców – osobnicy słabsi genetycznie nie próbowali być samcami alfa i przyjmowali rolę konformistów. Trwało to długo, bardzo długo. Dopiero w czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej (przez tradycjonalistów i konserwatystów zwanej słusznie wielką rewolucją antyfrancuską) zażądano od konformistów dodatkowej lojalności w postaci tańczenia wokół gilotyny. Z tymi fanaberiami dopiero Napoleon zrobił porządek. Też dyktator, lecz jakże pragmatyczny. Po blisko wieku powtórzyła się historia i konformiści musieli się wykazać dodatkowymi predyspozycjami. Chodziło tym razem już nie tylko o umiejętności choreograficzne, które mogły im wystarczyć 100 lat wcześniej w czasie okołogilotynowych pląsów (skądinąd, to nie przypadkiem nazwa „gilotyna” narodziła się we Francji od nazwiska Josepha Guillotina). Tym razem konformiści – oczywiście w trosce o życie, zdrowie i możliwości twórcze – musieli się wykazać również talentami wokalnymi, piejąc: „O Wodzu Narodów Radzieckich, Stalinie”. Nieco późniejsza wersja „priwislanska” brzmiała: „Sto lat dla towarzysza Wiesława”. Dla młodych, którzy nie pamiętają: towarzysz Wiesław to pierwszy sekretarz Władysław Gomułka, tak jak towarzysz Tomasz to jeden z jego poprzedników, zmarły w Moskwie pierwszy sekretarz Bolesław Bierut. Skończyły się tamte czasy, minął „okres błędów i wypaczeń” – konformiści zostali. Skądinąd, to był zabawny
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze