Dwie Polski – jedna wolna

Zniknięcie krzyża z Giewontu w spocie MSZ, który miał promować Polskę, jest jedną wielką metaforą: krzyża nie ma, wolności też coraz mniej. Tytuł jest przewrotnym nawiązaniem do eseju Jana Józefa Lipskiego o dwóch Polskach („Ten jest z ojczyzny naszej”). Ale to też po prostu nazwanie rzeczywistości A.D. 2014/2015 po imieniu. Oto jak po marszu, zorganizowanym przez PiS 13 grudnia, mówił minister od Komorowskiego Tomasz Nałęcz: „W Polsce jest wolność. Każdy może stanąć pod Belwederem i kłamać. I włos mu za to z głowy nie spadnie”. Z tego wynika, że pan Nałęcz, zresztą profesor (!), jest z zupełnie innego kraju niż ja – i my. Wolność – według prezydenckich urzędników i ich patrona, lecz także partii pana prezydenta – jest i basta. Trwa od ćwierćwiecza, od 1989 r., gdy odbyły się, jak teraz słyszymy, pierwsze wolne wybory. Zadekretowano ją odgórnie. Wersję tę głosi m.in. pan Komorowski – ten sam Komorowski, który te wybory przed 25 laty zbojkotował, bo wówczas jako człowiek związany ze środowiskiem „Głosu” Macierewicza i Naimskiego (pamiętam m.in. zebrania redakcji z jego udziałem w mieszkanku na warszawskim Żoliborzu, a konkretnie na Sadach Żoliborskich) uważał, że nie należy brać udziału w czymś, co uwiarygodnia komunistów, a „Solidarności” daje raptem jedną trzecią miejsc w Sejmie PRL (sic!). Teraz wół Bronek nie pamięta, że cielęciem był, i swój ówczesny akt bojkotu woli wymazać gumką „Myszką”. A więc jest wolność – szkoda, że nie dla wszystkich. Dla czworga
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze