Prawo, budżet, polityka – instrumenty supremacji Berlina

Dodano: 03/12/2014 - Numer 11 (105)/2014

Wpływów niemieckich nie ma co demonizować, ale ich nie zauważać to naiwność. Po części wynikają one z oczywistego faktu, że Niemcy są po prostu najzamożniejszym państwem w UE. Po części jednak są one efektem tego, iż nasi zachodni sąsiedzi posiadają rozwinięty „instynkt państwowy”, który nakazuje im po prostu zabiegać o własny interes narodowy. Niemcy dawno wyzbyły się kompleksu II wojny światowej. Młodzi obywatele RFN – co pokazują badania przedstawione w ostatnim numerze „Der Spiegel” – w ogóle o tym nie myślą. Z tych samych badań, skądinąd, wynika coś, co przedtem nie istniało bądź było starannie skrywane: poczucie dumy z tego, że jest się Niemcem. Chyba po raz pierwszy spektakularnie ujawniło się to w czasie piłkarskich mistrzostw świata, w których Niemcy były gospodarzem (rok 2006) i zajęły w nich trzecie miejsce: setki tysięcy niemieckich flag, dzierżonych głównie przez ludzi młodych, i nagle odnalezione poczucie wspólnoty. Wcześniej, z powodu politycznej poprawności, związanej ze zbrodniami niemieckimi w latach 1933–1945, nie był to temat w ogóle obecny w mediach. Niemcy wiedzą, że prawo kształtuje świadomość i potwierdza siłę – lub jej brak – jednostki lub  wspólnoty. Także to międzynarodowe. Stąd też unijny traktat nicejski, w którym pozycja Berlina w strukturach UE określana była 29 głosami w Radzie Europejskiej – dla porównania Warszawa dysponowała aż 27 – został wyparty przez traktat lizboński, który liczbę głosów w RE uzależnia już bezpośrednio
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze