Petelicki, Muś, Lepper – nie wierzę w przypadek

Dodano: 01/11/2014 - Numer 10 (104)/2014

Każde z tych „samobójstw” rzeczywiście mogło nim być. Ale... Ci, którzy znali śp. generała Sławomira Petelickiego – a sam też spotykałem go wiele razy – mówią, że ten pełen pasji człowiek, niewątpliwie przejmujący się losami kraju, miał wiele planów życiowych i zero myśli samobójczych. Miał wszak pecha: na tyle bolały go sprawy Ojczyzny, że ostro, publicznie krytykował władzę. Nikt go nie posądzał, że może targnąć się na siebie. Po prostu kochał życie. Aż tu nagle... Jeden z członków mojej rodziny znał dobrze – przez wiele lat pracowali razem na lotnisku na warszawskim Bemowie – śp. chorążego Remigiusza Musia. Ów mój bliski krewny  twierdził, że był to człowiek, którego można było posądzać o różne rzeczy, ale na pewno nie miał myśli samobójczych. Miał jednego pecha. 10 kwietnia 2010 r. udało mu się wylądować w Smoleńsku, a to, co wiedział i widział, nie pasowało do oficjalnej wersji wydarzeń. Aż tu nagle... Gdy śp. Andrzej Lepper wsiadał do samochodu, podczas częstych objazdów kraju, zawsze pierwszy telefon był do żony. I zawsze pytał o gospodarstwo: czy się krowa ocieliła i czy jego słynne strusie mają się dobrze. Czy taki ktoś dobrowolnie zostawiłby ojcowiznę? Miał też ciężko chorego syna Tomasza. Pokażcie mi ojca, który zostawia własne dziecko w poważnej chorobie. Nie ma takiego. Ten były wicepremier i były dwukrotny wicemarszałek sejmu był człowiekiem o wielu wadach, ale też jedną z jego istotnych zalet była psychiczna odporność. Nie pękał. Potem mówiono
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze