Dawaj, Janusz, dawaj...

„Kierować się wskazaniami Lenina”. No, nie, taśma wróć. Jak w znanym dowcipie o góralu, który wrócił z wesela: „Co jo godom, co jo godom?”. Poprawny tytuł wywiadu  dla „Rzeczpospolitej” z 15 września 2014 r. brzmi: „Kierować się wskazaniami Tuska”. Wywiad był z ekskomisarzem UE Januszem Lewandowskim. Na marginesie owej rozmowy: wszystkie prorządowe media w Polsce chwaliły go i słodziły mu, że bardziej nie można, jakim to był świetnym komisarzem. Ale jak mu Tusk nie przedłużył kadencji na następne pięć lat – a przecież mógł (!) – to te same media morda w kubeł, zmowa milczenia, nawet nie zapytały, dlaczego tak się stało. A przecież w szeregu krajów UE, w których nie zmieniła się władza między rokiem 2009 (wybór poprzedniej Komisji Europejskiej) a 2014 (wybór nowej KE) obdarzono zaufaniem swoich dotychczasowych komisarzy. A Tusk pokazał „gest Kozakiewicza” swojemu zaufanemu człowiekowi – i media w naszej Polszcze siedzą niczym mysz pod miotłą. Nikt nie zapyta: czemuż to, czemuż? Skoro był tak świetny i skoro cała Europa czołgała się do Lewandowskiego jako komisarza ds. budżetu, żebrząc o drobne miliony euro, to dlaczego ów euroheros nie został ponownie zaszczycony Tuskowym kciukiem w górę? Cóż, widocznie Tusk poświęcił przyjaciela dla przyjaciółki. Zwykle faceci robią inaczej.

Wracam do wywiadu. Pomijając leninowsko-stalinowski tytuł, wywiad jest w rzeczy samej dość niesamowity. Rozgoryczony brakiem powtórnej nominacji komisarz Janusz dołącza chyba do grona innych odrzuconych przyjaciół Donalda: Jana K. Bieleckiego i Krzysztofa Kiliana. Całą trójkę odtrącił Tusk gromowładny, ale owa trójca zachowuje się jednak inaczej niż członkowie władz Komunistycznej Partii ZSRS, którzy zsyłani do łagrów, dalej wielbili Stalina. Ekspremier J.K. Bielecki z eksministrem K. Kilianem dyskretnie psują wizerunek szefa PO w kręgach biznesu (i prywatnego, i – odważni ludzie – państwowego). Ale czynią to dyskretniej niż komisarz, minister, europoseł J....
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: