Europejska cieplarnia dla dżihadu

Daleka jestem od widzenia potencjalnego terrorysty w każdym wyznawcy Allaha, ale doprawdy ogromna liczba wspólnot muzułmańskich w Europie przez dżihad rozumie nie ciężką pracę i trud, lecz właśnie bezwzględne unicestwienie innowierców.
I przed nimi musimy się bronić. Najwyższy czas przestać udawać, że agresywny islam istnieje gdzieś daleko.


Docierające do nas co rusz informacje o przeraźliwych zbrodniach, których dopuszczają się zwyrodnialcy zakładający w Afryce i na Bliskim Wschodzie państewka rządzone prawem szariatu, budzą przerażenie. Filmy dokumentujące podrzynanie gardeł zachodnim dziennikarzom czy mrożące krew w żyłach relacje młodych dziewcząt, którym udało się zbiec z niewoli szaleńców wyprawiających się po „żony”, elektryzują opinię publiczną świata Zachodu.

Sęk w tym, iż ów oburzony i poruszony Zachód nie potrafi połączyć zbrodni popełnianych w imię Allaha gdzieś daleko z rozrastającą się z miesiąca na miesiąc społecznością dżihadystów egzystującą w większości europejskich krajów. W miarę dostatni, a przede wszystkim akceptujący wszystko Stary Kontynent stał się centrum szkoleniowym islamskich terrorystów. Tu żyją, zarabiają, pozyskują nowych zwolenników, poznają zasady, na jakich funkcjonują społeczeństwa zachodnie, korzystają z możliwości, jakie daje demokratyczny świat. I robią to w miarę swobodnie, bo Zachód jest przecież na wskroś „tolerancyjny”.

Daleka jestem od widzenia potencjalnego terrorysty w każdym wyznawcy Allaha, ale doprawdy ogromna liczba wspólnot muzułmańskich w Europie przez dżihad rozumie nie ciężką pracę i trud, lecz właśnie bezwzględne unicestwienie innowierców. I przed nimi musimy się bronić. Najwyższy czas przestać udawać, że agresywny islam istnieje gdzieś daleko. Jest po sąsiedzku, tuż obok. Terroryści, którzy dokonali zamachów w państwach Zachodu, znali je doskonale i korzystali z ich wolności. W tym numerze naszego miesięcznika Olga Doleśniak-Harczuk opisuje świat...
[pozostało do przeczytania 16% tekstu]
Dostęp do artykułów: