Samogwałt jako najwyższe stadium samokrytyki - Przyczynek do poezji polskich TWórców, konsultantów i innych wdów po SB

Dodano: 05/09/2014 - Numer 8 (102)/2014

Dziś w wielu przypadkach poezja traktowana jest tylko jako wyrób galanteryjny, jej konsumentom wszystko jedno, kto ten towar dla nich wytwarza. Te książki łączy niewidzialna nić. Nie wiem, czy dostrzegają ją sami autorzy, czytelnicy raczej nie. Aleksander Nawrocki „Codziennik z kobietami w tle”, Leszek Żuliński „Ja, Faust”, Józef Kurylak „Kołatanie do bramy”. Wszyscy trzej są dobrymi poetami, a wymienione zbiory są ich najbardziej wyrazistymi, jeżeli nie najlepszymi, pozycjami. Lecz nie ocena artystyczna ich twórczości jest celem tego szkicu, a jeśli pojawią się w nim zdania wartościujące, to tylko dlatego, że z racji wykształcenia i talentu wszyscy trzej mogliby być twórcami bardzo dobrymi. Tymczasem ich twórczość jest w jakimś sensie ułomna. Ich poezji brakuje odwagi, która jest warunkiem przekraczania horyzontów.Twórczość poetów PRL z cybernetycznego punktu widzenia Mówiąc prosto i krótko: homeostaza to zdolność organizmów do przywracania sobie równowagi. W przypadku literatury chodzi o zakłócenia emocjonalne, czasem moralne (tzw. wyrzuty sumienia), które można wyciszyć za pomocą opowiedzenia sobie i światu jakiejś historii. Homeostaza służy zatem temu, by można pisać wiersze niesłużące homeostazie. Każdy twórca prócz tekstów dyscyplinujących osobowość pisze teksty relaksujące, okazjonalne, a to wpadnie mu w oko zabytek, a to kobieta na tyle młodsza od zabytku, że warto poświęcić jej wiersz. Jednak jest grupa tekstów, która służy samemu
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze