Taśmy, Tusk, kelner i kamieni kupa

Oto nowa definicja skandalu: nie jest nim kupczenie fundamentalną ustawą (o NBP) i kluczowymi stanowiskami (minister finansów) – skandalem jest to, że ktoś ośmielił się to nagrać. To był najkrótszy, najbardziej dosadny raport o stanie państwa. Słowa ministra spraw wewnętrznych gabinetu Tuska, który po siedmiu latach rządów PO–PSL o sytuacji polskiej państwowości (zwłaszcza w kontekście powołania wielkiej Spółki Skarbu Państwa, która miała zapewnić wzmocnienie państwowych inwestycji i zwiększyć siłę polskiego kapitału) mówi: „ch..., dupa i kamieni kupa”, pokazują nie tylko wulgarność najbliższego współpracownika szefa PO będącego ministrem konstytucyjnym, lecz także to, co władza myśli o kraju, którym administruje. Pojęcie „rządzenie” byłoby wobec tej ekipy niezasłużonym  komplementem. W aferze taśmowej zwróciłem uwagę na to, czym mało kto się zainteresował. Po pierwsze, na wypowiedziane mimochodem słowa szefa NBP Belki: „taki kraj, jak Polska, nie może zbankrutować we własnej walucie”. Gdy durnowaty premier karmił nas już we wrześniu 2008 r. bełkotem, że Rzeczpospolita wejdzie do strefy euro w 2011 r., i uzyskał wsparcie euroentuzjastycznego chóru kretynów – to mądrzy ludzie przestrzegali przed scenariuszem pakowania się do eurolandu za wszelką cenę i na łapu-capu. Wtedy z rozumnej prawicy śmiały się głupki z „telewizji”, lewicy i obozu władzy.  Jak widać, owa władza co innego mówi oficjalnie, a co innego przy wódeczce w studiu nagraniowym. Wątek drugi:
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze