Myśli Munka

Miał być operatorem, został reżyserem. „Zrozumiałem, że jestem tak złym operatorem, że żaden reżyser nie będzie chciał ze mną pracować. Jeden się jednak znalazł. To byłem ja sam” – tak wyznał Andrzej Munk, jeden z najbardziej niezwykłych twórców w historii polskiego kina. Stwierdzenie nie powinno nikogo zaskakiwać. Reżyser filmowy musi posiąść zdolność, którą ma niewielu. Większość z nas, zwłaszcza piszących, skupia się na tym, jak coś opowiedzieć. Tak, jak ja teraz myślę, jak najlepiej opowiedzieć Andrzeja Munka. Większość też tak myśli o kinie, że – mianowicie – kino jest opowieścią, że chodzi tu o historię i dlatego mówimy: film fabularny. A zatem film, który coś opowiada. Pozostaje jednak pytanie, w jaki sposób opowiada. I wtedy do języka, w jakim mówimy o kinie, wkraczają pojęcia, których normalnie używamy w odniesieniu do sztuk plastycznych, przede wszystkim rzeczownik „obraz” i czasownik „pokazywać”. Kino jest pokazaniem tego, co się chce opowiedzieć. Jest więc jakąś anomalią. Samo z siebie jest już paradoksem. Sztuka filmowa w dużym stopniu polega na tym, że zamieniamy słowa na obrazy – że posiadamy tę zdolność przekładania tego, co dyskursywne, a więc mówione, na to, co pokazywane. Jest cudem, który musi nastąpić zawsze, gdy słowa zamieniają się w obrazy. Jest też chyba marzeniem każdego powieściopisarza lub gawędziarza: by słuchacze zobaczyli to, o czym się mówi. Jeszcze większa komplikacja pojawia się jednak, gdy chcemy pokazać to, co z natury
     
51%
pozostało do przeczytania: 49%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze