Das Polen

Patologie transformacji nigdy nie zostały odwrócone. A obecny rząd wręcz twórczo je kontynuuje. Skutek? Jesteśmy niczym więcej, jak neokolonią niemiecką.

W związku z konfliktem na Ukrainie w debacie publicznej, zarówno polskiej, jak i europejskiej, wciąż powtarzane są słowa: „dziś widzimy prawdziwą twarz Rosji i reżymu Putina”. Nagle polskie (i nie tylko) „elity” polityczne i intelektualne ze zdumieniem konstatują – Moskwa prowadzi agresywną politykę, a jej przywódca wcale nie jest godzien Pokojowej Nagrody Nobla. Czasem tej odkrywczej refleksji towarzyszy dodatkowa myśl – że oto ujawniła się nam też realna kondycja Zachodu. Który jest bierny, słaby i wycofany. Niezdolny podjąć działań, które chroniłyby jego interesy.

Niemiecka strefa wpływów
Oczywiście trudno nie zgodzić się z tezą dotyczącą Rosji. Druga jednak nie jest już w tak oczywisty sposób prawdziwa. Owszem, sytuacja na Ukrainie pokazała w sposób najwyraźniejszy z możliwych bierność części rządów państw europejskich. Ale na pewno nie tego najważniejszego – Niemiec. Berlin tak samo jak Moskwa ujawnił przed nami swoje prawdziwe oblicze. A jest nim zakamuflowany, ale wciąż obecny, imperializm. Sam sposób rozgrywania sprawy ukraińskiej na osi Rosja–Niemcy jest tego dowodem. Berlin dba o swoje interesy, które w znacznej części są zbieżne w tym momencie z rosyjskimi. Jest w stanie aktywnie ograniczać wszelkie próby zajęcia przez Unię twardego stanowiska wobec bezprawnych działań Putina. Nie ma oporów, by, pomijając całą resztę Europy, a zwłaszcza państwa regionu Europy Środkowo-Wschodniej, debatować o przyszłej mapie Ukrainy sam na sam z Moskwą. Mrzonki o tym, że Unia jest w stanie zaprezentować wspólne stanowisko w polityce zagranicznej, prysły jak mydlane bańki. Podobnie, że Niemcy mają zamiar traktować państwa Europy Środkowo-Wschodniej jak partnerów w szerszym projekcie politycznym.
Konflikt ukraiński więc ujawnił prawdziwą naturę...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: