Test z Ptasznika

„Drogi Panie Walerianie! Pragnąłbym bardzo, aby forma tego listu nie była ostatnią w jakiej się do Niego zwracam” – to początek listu Józefa Mackiewicza do Waleriana Charkiewicza z 1946 r. Cytuję nieprzypadkowo.

Dla tych, którzy poszukują inspiracji Mackiewiczowych, Wydawnictwo Arcana przygotowało nie lada niespodziankę. Ukazało się właśnie trzecie wydanie „Ptasznika z Wilna” Włodzimierza Boleckiego, podstawowej w naszej literaturze monografii o Józefie Mackiewiczu. Książka, bez której trudno zrozumieć jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy XX wieku.
Od lat stanowi ona dla mnie przewodnik po dziełach tego twórcy. Jeśli czytam powieści Mackiewicza, a staram się robić to jak najczęściej, pod ręką mam zawsze „Ptasznika” (tu mała uwaga do wydawcy: Tym razem „Ptasznik…” jest w większym formacie. Niedobrze. Powinna to być książka poręczna i mieścić się w plecaku razem z którąś z Mackiewiczowych powieści. Wiem, tekstu jest dużo, ale edytorstwo zna mnóstwo sztuczek). Dlaczego czytać Mackiewicza razem z „Ptasznikiem…”? Znajdziemy w nim bowiem pełny przegląd nie tylko piśmiennictwa samego Józefa, lecz także literatury krytycznej, recenzji, polemik, słowem, wszystkiego, co niezbędne przy świadomej lekturze. Mackiewicza zaś w sposób nieświadomy nie powinno się czytać. Lepiej dać sobie spokój, niż czytać nieporządnie. Znaczna część cytowanej tam obficie literatury pochodzi z trudno dostępnych materiałów emigracyjnych. I kiedy dziś tu i ówdzie można przeczytać powołania na Mackiewicza, czy to przy ocenie AK, Powstania Warszawskiego, czy słynnego zdania: „Jedynie prawda jest ciekawa”, to najczęściej to wszystko jest wyrwane z kontekstu, potraktowane jak nagłówek tabloidu i niewiele ma wspólnego z jedną z podstawowych zasad, jaką kierował się Mackiewicz, to znaczy rzetelnością w podejściu do źródła, do prawdy historycznej i wreszcie do samej literatury. Mackiewicz nie był po prostu publicystą, bo to zawód zbyt tani i zbyt prosty, by ktoś...
[pozostało do przeczytania 38% tekstu]
Dostęp do artykułów: