CZY DOCZEKAMY „PEDOFOBII”?

O pedofilii trudno rozmawiać – sam fakt istnienia tej patologii napawa normalnego człowieka odrazą. W ostatnich miesiącach dotyczące najmłodszych przestępstwa na tle seksualnym spotkały się ze szczególnym zainteresowaniem opinii publicznej. Głośne historie Dariusa Kedysa i Andre Bamberskiego, ojców, którzy utraciwszy wiarę w sprawiedliwość, postanowili na własną rękę rozprawić się z katami swoich dzieci, wywołały wielkie poruszenie w europejskich mediach. Tolerancyjnym Europejczykom najwyraźniej puszczają nerwy. Zarówno wątek litewski, jak i niemiecko-francuski mogą być przyczynkiem do głębszej analizy. Oto trwający od dziesięcioleci proces „uelastyczniania granic moralności” wchodzi w kolejną fazę. Seksualizacja od kołyski, obdzieranie dziecka z naturalnego atrybutu niewinności cieszy się niegasnącym powodzeniem wśród tzw. pedagogów seksualnych. Pożyteczny idiotyzm zachodnich elit przeszedł daleką drogę, a zapowiadany marsz przez instytucje dostarczył instrumentów koniecznych do przeprowadzenia przezroczystej rewolucji, bez fajerwerków i koktajli Mołotowa. Spadek po rewolucji seksualnej to coś znacznie więcej niż prawo do orgazmu i antykoncepcja. Z chwilą gdy seksualność człowieka osiągnęła wymiar polityczny, nic nie stało na przeszkodzie, by w ramach dalszej obrony „praw i swobód” uczynić z tego politycznego narzędzia współczesne łoże Prokrusta. Każdy nieprzystający do nowej ideologii element należy zmodyfikować i dostosować do „normy” spełniającej kryteria
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze