Tabu zostało przełamane

Ta książka narusza obowiązujące od 1945 r. tabu. Podaje życiorysy naszych propagandzistów i polityków, rekonstruuje sieć ich wzajemnych powiązań, ujawnia najpilniej strzeżoną tajemnicę: jak po „wyzwoleniu” i likwidacji autentycznych elit narodotwórczych instalowano w Polsce ersatzelitę, która rządziła w oparciu o Kreml. Od lat żadna z książek nie wywołała tak wściekłych ataków jak „Resortowe dzieci” Doroty Kani, Macieja Marosza i Jerzego Targalskiego. Atakują głównie bohaterowie książki i ich przyjaciele – jawni, tajni i dwupłciowi. Ataków tych jest mnóstwo, lecz mają wspólny mianownik: są podejrzanie głupie. A to jedna z bohaterek książki wytyka dziennikarce, że nie wie, czy jej ojciec był majorem czy pułkownikiem SB – ale sama przemilcza „drobiazg”, iż służył w biurze „B”; a to inny dziennikarz wspomina o swoim specjalistycznym szkoleniu wojskowym – pomijając kolejny drobiazg: że większość jego rówieśników zaliczała „normalne” szkolenie, doskonaląc krok defiladowy w gruncie grząskim. Rzeczy drugorzędne zamiast ważnych, wyłapywanie pcheł na słoniu. Ta głupota może udzielić się czytającym – i chyba o to chodzi.W tej głupocie jest metoda Ataki na „Resortowe dzieci” są też niezwykle agresywne – tak bardzo, że wywołują wrażenie spontanicznych. Bohaterowie stwierdzają, że zostali niewinnie pomówieni, skrzywdzeni, jedna z „ofiar” występuje nawet pod hasłem: „Jestem wściekła”. Pojawiło się ono na okładce tygodnika „Newsweek” ozdobionego zdjęciem
     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze