Punkty za pochodzenie

Książka „Resortowe dzieci” ujawnia strategię postkomunistów, zaangażowanie tajnych służb i prawdziwą piramidę koneksji resortowo-rodzinnych, dzięki której garstkę milicyjnych „cudownych dzieci” najpierw odpowiednio przeszkolono (na Europejczyków), a potem oprawiono w ramki i zaniesiono w lektyce przed kamery i za biurka redaktorów naczelnych, skąd od 20 lat, prawie bez żadnej konkurencji snują swój infantylny monolog do narodu.

Wśród wielu nerwowych reakcji na książkę Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza „Resortowe dzieci. Media” jest i taka, oparta na stale stosowanym wobec prawicy chwycie retorycznym – „frustraci”. Gra na tę nutę Jacek Żakowski w rozmowie z Onetem, mówiąc: „Jakaś grupa osób, którym nie udało się w dziennikarstwie, bo zabrakło im pracowitości i talentu, odkryła, że pisząc kłamstwa, można bardzo dobrze zarobić”. Nuta stara, ale tym razem widać, że grana od serca: „Mamy na tej okładce [„Resortowych dzieci”] zbiór osób wybitnie utalentowanych, które swojej pracy i swojemu talentowi zawdzięczają swoją pozycję. Niech pani Kania poprowadzi taką rozmowę jak Monika Olejnik, niech napisze taki artykuł jak Janina Paradowska – raz w życiu. Żeby to było dorzeczne, mądre, dobrze napisane. Niech stworzy taki tygodnik, jak »Polityka« jak Jerzy Baczyński. Albo taki tygodnik, jak dzisiejszy »Newsweek« jak Tomasz Lis” – ciągnie dalej Żakowski z takim zaangażowaniem, że trudno nie uznać, iż sam wierzy w to, co mówi.
Żakowski myli się jednak, jak każdy, kto uważa, że Monika Olejnik i Tomasz Lis są poważnymi dziennikarzami, „Polityka” jest świetnym tygodnikiem, a teksty Janiny Paradowskiej są „dorzeczne, mądre i dobrze napisane”. Owszem, znaczna część publiczności wciąż tak właśnie myśli, ale dowodzi to tylko, jak niewiele ci ludzie wymagają od dziennikarstwa; jak zaniżone zostały w tym rzemiośle kryteria kompetencji, etyki zawodowej i formy. Po lekturze „Resortowych dzieci” można się wręcz zastanawiać, czy poziomu...
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: