Dojrzewanie w Phenianie

Co robi chłopiec z lalką? Buduje dla niej nie domek, lecz pałac prezydencki. Umieszcza tam lalkę i czyni prezydentem. A potem obala za pomocą drużyny G.I. Joe. Męski świat poznajemy dzięki Arturowi Nowaczewskiemu, poecie związanemu z magazynem „40 i 4”, który wydał ostatnio (jak ja nie lubię tego słowa, brrrr…) książkę „Dwa lata w Phenianie”. Na początku lat 90. jako bardzo młody chłopak spędził z rodzicami dwa lata w stolicy komunistycznego reżimu. Jego ojciec był księgowym w polsko-koreańskiej firmie, istniejącej zresztą do dzisiaj. Mieszkał w dzielnicy dyplomatycznej, chodził do szkoły sowieckiej. Z tego czasu pozostało niewiele obrazków, oglądanych głównie z samochodu, który przemierzał stolicę państwa Kimów. Kilka impresji związanych ze zwiedzaniem nielicznych zabytków, parę spotkań z ludźmi. Ale nie o tym jest ta książka. Inaczej stałaby się jedną z wielu. Pożywką dla pożeraczy tanich pozycji podróżniczych, którym dedykowane są półki, ba, całe regały w księgarniach europejskich. Ta książka jest inna, bo Korea jest tu tylko dodatkiem, jakby na przekór tytułowi, który odsyła nas do Phenianu i jego srogich władców. To rzecz o dojrzewaniu młodego chłopca. Północna Korea, tak egzotyczna dla każdego obywatela Zachodu, o wiele mniej dostępna niż popularne w firmach wycieczkowych Tajlandia czy ostatnio Pekin, jest tylko scenerią dla historii o wiele poważniejszej niż państwo Kimów, niż reżim czy nawet porządek całego świata. Najważniejszy jest bowiem nasz
     
48%
pozostało do przeczytania: 52%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze