Z globalnego tygla

Dodano: 01/11/2013 - Numer 10 (92)/2013

Pod koniec października w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” znawca świata arabskiego i spraw Bliskiego Wschodu Daniel Pipes (tak, syn Richarda) stwierdził, że po tym, jak Waszyngton zachował się w sprawie Syrii, sojusznicy Stanów Zjednoczonych najprawdopodobniej dokonają redefinicji swojej pozycji na globalnej scenie politycznej. Mówi się: „mówisz, masz”, w tym wypadku „masz” pojawiło się błyskawicznie. Najpierw Turcja, a teraz Arabia Saudyjska – wygląda na to, że oba te państwa już przemyślały swoją przyszłą rolę i nie jest to wcale miejsce w chórze wiecznie niezdecydowanego Baracka Obamy. Putin znowu może sobie pogratulować. Sprawie syryjskiej wyrosły nibynóżki i teraz wędruje, sącząc jad od ucha do ucha. Niewesoło.Skandal nad skandale Zaczęło się od tego, że administracja Obamy postanowiła najpierw wskrzesić, a następnie w rekordowo szybkim tempie ocieplać stosunki z Teheranem. Był to akt II powierzenia spraw Syrii Baszarowi al-Asadowi i Władimirowi Putinowi. Pomruk niezadowolenia przeszedł przez Izrael, w Arabii Saudyjskiej zawrzało, w prasie izraelskiej oficjalnie zaczęto wątpić w to, że Obama w należyty sposób rozmówi się z prezydentem Hassanem Rouhanim o programie nuklearnym Iranu, publicyści arabscy nie zostawili suchej nitki na polityce Obamowych i ONZ-owskich uników, która – ich zdaniem – będzie kosztować jeszcze więcej ofiar po stronie syryjskiej ludności cywilnej, a Teheranowi pozwoli na dalsze wcielanie w życie bombowych pomysłów
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze