Był koń trojański, jest berliński kuc

„Ostrożnie – niemieckie powietrze” – dzięki takim etykietkom Alexander von Humboldt uniknął płacenia cła za sprowadzane z Niemiec do Francji kolby laboratoryjne. Bo niby jak zażądać cła za coś, co nie figuruje w wykazie? I tak naukowiec wyprowadził w pole niegrzeszących rozumem napoleońskich celników. 200 lat później to Angela Merkel jest specem od niemieckiego powietrza. Celnikami – państwa UE. Od czasu Humboldta coś się jednak zmieniło. W środowisku celniczym dokonał się rozłam na dwa kluby: nadgorliwych naiwniaków i czupurnych kontestatorów. A teraz zagadka: w którym klubie gra Polska? Za osiem miesięcy zaleje nas propaganda sukcesu na okoliczność 10-lecia obecności w Unii Europejskiej. Z szaf powychodzą eksperci, ci sami, którzy przed akcesją bliscy histerii mówili o raju, jakiego zaznamy już od 1 maja 2004 r. Trzeba się przygotowywać psychicznie na potop głupoty, parady i zaklinanie rzeczywistości. Bo przecież trudno wymagać, by medialni szamani zechcieli całkiem na serio dokonać bilansu naszej 10-letniej przynależności do UE. Musieliby przecież przyznać, że rządowi spece od kontaktów zagranicznych najlepiej się sprawdzają w poklepywaniu pleców z zagranicznymi kolegami, że żywcem potrafią przenieść na polski grunt dyrektywy, które w normalnych państwach są dostosowywane do ich realnych potrzeb i możliwości tak, by nie stanowić elementu represji. Musieliby wspomnieć, że Polska, która jeszcze dekadę temu miała ogromny potencjał demograficzny, wyludnia się
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze