Spóźniona sprawiedliwość to niesprawiedliwość

Obowiązująca narracja jest taka: byli dobrzy Czerwoni Khmerzy, którzy występowali przeciwko złym Czerwonym Khmerom. Taką retorykę promowało od samego początku wielu lewicowych naukowców na Zachodzie. Dla mnie jest to pozbawione sensu – z Sophal Ear rozmawia Hanna Shen.Czerwoni Khmerzy mówili, iż stworzą niebo na ziemi dla „dobrych żołnierzy”. Ci „źli”, czyli intelektualiści, zakonnicy, kapłani, kobiety (nawet te w ciąży) i dzieci, byli wysyłani do obozów pracy lub na pola śmierci. Co stało się z Pańską rodziną, kiedy Pol Pot objął władzę? Mieszkaliśmy w mieście, a mój ojciec był właścicielem apteki; automatycznie zostaliśmy zakwalifikowani przez Czerwonych Khmerów jako tzw. nowi ludzie, co oznaczało, że byliśmy podludźmi wobec „starych ludzi”, czyli chłopów. Wysłano nas do prowincji Pursat i moi rodzice musieli pracować na roli. Byliśmy wycieńczeni, wygłodzeni i czuliśmy, że umieramy. Nagle, w listopadzie 1975 r. Czerwoni Khmerzy ogłosili, że Wietnamczycy mieszkający w Kambodży mogą wrócić do Wietnamu. Moja mama jako dziecko nauczyła się wietnamskiego, rozmawiając ze służbą, która głównie pochodziła z Wietnamu. Postanowiła więc, że aby wydostać się z tego polpotowskiego piekła na ziemi, będziemy udawać Wietnamczyków. Przetransportowano nas do obozu, gdzie czekaliśmy na rozmowę z wietnamskimi urzędnikami, podczas której głównie sprawdzano znajomość języka. Liczono się z tym, że będzie wielu takich jak my, „fałszywych Wietnamczyków”, którym za złapanie groziła
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze