Nie obrażam się za Frankensteina

Z dr. Sergio Canavero, włoskim neurochirurgiem, członkiem Turin Advanced Neuromodulation Group, rozmawia Olga Doleśniak-Harczuk

Dziś świat jest zszokowany pomysłem transplantacji głowy, ale przyjdą jeszcze czasy, gdy tego typu operacje nie będą wywoływały emocji. Rozumiem, że jest za wcześnie, aby wymagać od ludzi, by od razu zaakceptowali ten projekt, widzę, że temat jest kontrowersyjny. Liczyłem się z takimi reakcjami.
 
W artykule opublikowanym w czerwcu na łamach magazynu „Surgical Neurology International” stwierdził Pan, że nic już nie stoi na przeszkodzie, by przeprowadzić pierwszą transplantację głowy człowieka. Powiało science fiction... O co w tym wszystkim chodzi?

Tak jak napisałem w moim artykule, przeszczep głowy ludzkiej lub – w zależności od tego, jak na to spojrzymy – ciała człowieka jest możliwy. To już rzeczywistość, a nie fantastyka naukowa. Opracowując projekt nazwany przez nas „Heaven\Gemini” i możliwy scenariusz pierwszej transplantacji głowy człowieka, bazowaliśmy m.in. na dorobku naukowym amerykańskiego neurochirurga dr. Roberta White’a, wieloletniego dyrektora oddziału neurochirurgii Cleveland Metropolitan General Hospital, USA. W marcu 1970 r. White przeprowadził operację przeszczepu głowy rezusa. W tamtym czasie nie było jednak możliwe złączenie rdzenia kręgowego, połączenie nerwów. Nikt nie wiedział, jak to zrobić, do tego, by transplantacja była pełna, brakowało odpowiednio zaawansowanej technologii. Zespół White’a potrafił połączyć ze sobą naczynia krwionośne i mięśnie operowanych małp, ale w przypadku rdzenia kręgowego stanął przed przeszkodą nie do pokonania.

Od czasu tamtej operacji medycyna i technologia poszły do przodu, nowa generacja neurochirurgów zainteresowanych ideą transplantacji głowy, a wyrosła w pewnym sensie na dokonaniach White’a, zaczęła udzielać odpowiedzi na trudne pytania.

Jakie pytania ma Pan na myśli?

...
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: