Pomagam ludziom uciekać z piekła

Dodano: 30/07/2013 - Numer 7 (89)/2013

Z MikE’em Kimem rozmawia Hanna Shen.   Początkowo Koreańczycy nie ufali mi, bo jestem Amerykaninem. Od małego uczeni są, że Amerykanie to najwięksi wrogowie. Opowiadano mi na przykład, jak na lekcjach matematyki dzieci zamiast cyferek dodają ciała zabitych „imperialistów amerykańskich”.Jak Pańska rodzina znalazła się w USA? Urodziłem się w Chicago niedługo po tym, jak moi rodzice wyemigrowali z Korei Południowej do USA. Moja mama była pielęgniarką i dzięki temu rodzice otrzymali prawo do osiedlenia się w Ameryce. Gdy przybyli do Stanów, cały ich majątek stanowiło 400 dolarów. Zdecydowali się na wyjazd do obcego kraju bez znajomości języka, bez wsparcia z zewnątrz. Czegoś podobnego doświadczają uciekinierzy z Korei Północnej. Ryzykują wszystkim, by najpierw przedostać się do Chin, a stamtąd dalej. Ci ludzie żyją marzeniem o wolności.W Stanach Zjednoczonych prowadził Pan unormowane życie, miał firmę, i nagle pojawiła się decyzja, by wyjechać do Chin i pomagać innym. Co Pana do tego skłoniło? Prowadziłem własną firmę doradztwa finansowego. W lipcu 2001 r. poprosiłem sekretarkę, aby nie planowała niczego przez najbliższe dwa tygodnie w grafiku moich zajęć, bo wybierałem się do Chin – kraju, który od dawna chciałem odwiedzić. Na północnym wschodzie wzdłuż granicy z Koreą Północną po raz pierwszy spotkałem uciekinierów z KRLD. To od nich dowiedziałem się o mającej prawie 10 tys. km podziemnej drodze kolejowej, biegnącej od Phenianu do Bangkoku,
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze