Dramat północnokoreańskich uciekinierów

Dodano: 30/07/2013 - Numer 7 (89)/2013

Co roku dziesiątki tysięcy północnych Koreańczyków decydują się na ucieczkę z własnego państwa-gułagu, wybierając drogę przez Chiny.   Ciągnąca się na długości 1416 km, z czego większość stanowią koryta rzek Yalu i Tumen, granica ChRL–KRLD jest ściśle monitorowana przez straż graniczną i wojsko. Żołnierze armii KRLD mają rozkaz zabić każdego, kto próbuje przekroczyć rzekę. Po przybyciu do Państwa Środka Koreańczycy albo starają się przedostać do jednego z konsulatów państw zachodnich lub Korei Płd., albo po krótkim pobycie w ChRL kontynuują ucieczkę, głównie przez Laos, do Tajlandii. Tu, tak jak w Chinach, proszą o azyl w jednym z konsulatów. Liczna jest też grupa uciekinierów, która decyduje się pozostać w Chinach, aby znaleźć pracę i wspierać rodzinę, która została w Korei Płn. Nieoficjalne dane mówią o 100 tys. – 300 tys. uciekinierów z Korei Północnej przebywających dziś w Państwie Środka. Dla władz chińskich są nielegalnymi imigrantami i muszą być deportowani. Uciekinierzy ukrywają się z pomocą mniejszości koreańskiej w Chinach oraz chrześcijańskich misjonarzy i wolontariuszy z Korei Południowej i USA (takich jak Mike Kim). Niektórzy zatrudniają się nielegalnie u chińskich chłopów albo w małych fabryczkach za głodową pensję. Na koreańskie kobiety na granicy polują gangi handlarzy żywym towarem. Są one sprzedawane do salonów „masażu” albo jako żony dla chińskich chłopów.Żona za 2 tysiące Polityka jednego dziecka, realizowana m.in. przez przymusową
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze