Blues mieszka w Polsce

Powstały na przełomie XIX i XX stulecia afroamerykański blues zawierał projekt alternatywnego sensu świata czarnego człowieka w obcym, niechętnym mu społeczeństwie, kontestującego wartości narzucone przez białych.

Przekraczając etniczne granice, „przetłumaczony”, przekształcony w kod kultury popularnej mógł się wpisać w szersze niż tylko etniczne doświadczenie społeczne, a przez kanały komunikacyjne i narzędzia medialne tej kultury wprowadzony został do szerszego obiegu.

Europa adaptowała bluesa w latach 60. ubiegłego wieku, w czym trudną do przecenienia rolę odegrali młodzi muzycy z Wysp Brytyjskich. Nieżyjący od prawie 30 lat „Ojciec Brytyjskiego Bluesa” Alexis Korner oraz działający z powodzeniem na światowej scenie do dziś John Mayall to najważniejsi i najbardziej znani artyści, jacy zaważyli na skrystalizowaniu jego „białej” wykładni – „Brytyjskiej fali bluesa”, która rozlała się na kontynent.

Nie sposób oczywiście określić momentu, kiedy w kraju nad Wisłą zetknęliśmy się po raz pierwszy z bluesem. Ale przypomnijmy, że podczas Jazz Jamboree ’64 w warszawskiej Sali Kongresowej pojawiła się pięcioosobowa grupa wykonawców chicagowskiego bluesa, z Howlin’ Wolfem, Hubertem Summlinem, Sunnylandem Slimem i Willie Dixonem, jakimś sposobem „oderwana” na dwa koncerty od odbywającej trasę po Europie formacji pod nazwą American Folk Blues Festival. Co prawda, dla nastawionej na jazz festiwalowej publiczności ich muzyka nie była intelektualnym czy estetycznym wyzwaniem, jednak dla (garstki?) fanów bluesa występ ten stał się pierwszą w naszym kraju sposobnością do posłuchania i przeżywania go na żywo. I niezwykle rzadkim wtedy spotkaniem z tak ważnymi, wręcz historycznymi postaciami.

W tamtym okresie nasz dostęp do świata bluesa możliwy był jedynie dzięki – dosłownie – zdobywanym płytom i sporadycznym wizytom jego twórców, takich jak rezydujący w Europie pianiści Champion Jack Dupree czy Eddie Boyd oraz Alexis Korner i ...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: