W obronie fundamentalizmu

To, że Europejczyk, człowiek postnowoczesny, wymaga leczenia, wydaje się oczywiste. Utracił on bowiem świat i Innego, z którym mógłby się komunikować i tworzyć wspólnotę.   W głośnym i dość nieudanym filmie „Raj: wiara” Ulricha Seidla jest jedna frapująca scena. Główna bohaterka, nawrócona chrześcijanka, raz na jakiś czas praktykuje pewien rytuał. Bierze ze sobą metrową figurkę Matki Boskiej i jedzie do losowo wybranej dzielnicy Wiednia, miasta, w którym toczy się akcja filmu. Następnie chodzi od drzwi do drzwi, puka i usiłuje ze swoim „bagażem” wejść do prywatnych mieszkań. Prosi, by pozwolić Najświętszej Panience wejść. Najczęściej nie zostaje wpuszczona. Czasami jednak naszej bohaterce udaje się dostać do zamkniętego świata któregoś z obywateli tej europejskiej, postnowoczesnej metropolii. Reżyser pokazuje nam w ten sposób całą plejadę mieszkańców miasta. Widzimy emigrantki, dziwki-alkoholiczki z Rosji, parkę pewnych siebie, pretensjonalnych burżujów, jednego świra. Menażeria jest bogata i oryginalna. Ale istotne w obrazie jest jedno. Wspomniani mieszkańcy istnieją tylko za zamkniętymi drzwiami swych sadyb. Za swoją prywatnością. W azylu czterech ścian i oderwania się od tego, co wspólne i publiczne. Między mieszkaniami postnowoczesnej metropolii – skrywającymi bogactwo chaosu europejskiego społeczeństwa XXI wieku, z jego bogactwem postaw i kultur, i wyborów – nie ma interakcji. Egzystują odrębnie, zaś jedynym łącznikiem, który usiłuje przekroczyć bariery, rozbić tę
     
70%
pozostało do przeczytania: 30%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze