O telewizyjnym modelu myślenia w edukacji

Nie kształcimy społeczeństwa opartego na wiedzy, lecz zbiorowość odbiorców wiadomości. Luźną zbiorowość jednostek o słabej i elastycznej tożsamości, oczekujących stymulacji z zewnątrz i podatnych na zdalne sterowanie.
 
Obowiązująca obecnie „Podstawa programowa nauczania ogólnego” stwierdza: „Celem kształcenia ogólnego […] jest: przyswojenie przez uczniów określonego zasobu wiadomości na temat faktów, zasad, teorii i praktyk”. Ponadto: „na III i IV etapie edukacyjnym wymaga się od uczniów także wiadomości i umiejętności zdobytych na wcześniejszych etapach edukacyjnych”. „Łącznie III i IV etap edukacyjny zapewniają wspólny i jednakowy dla wszystkich zasób wiedzy w zakresie podstawowym”. o tym, w jaki sposób „wiedza” powstaje z wiadomości, autorzy zreformowanej „Podstawy” już nie mówią. Wiedza jest dla nich synonimem wiadomości. I na tym polega ich największy błąd. Wiedza nie jest bowiem tym samym co „wiadomości” albo „informacje” lub nawet ich „zasób”. „Społeczeństwo oparte na wiedzy” nie jest też synonimem „społeczeństwa informacyjnego”. Obserwowanemu obecnie rozkwitowi „społeczeństwa informacyjnego” towarzyszy bowiem coś, co Lindsay Waters określił mianem „zmierzchu wiedzy”. Kto więc chce poważnie myśleć o społeczeństwie opartym na wiedzy, musi, po pierwsze, skorygować błąd naszych reformatorów oświaty i odróżnić wiedzę od wiadomości.
 
Cel: wykonać polecenie
 
Różnicę tę zilustruję przykładem. Pewnego razu na zajęciach z dziennikarstwa poleciłem studentom przygotowanie referatów na temat wychodzących w Polsce czasopism społeczno-kulturalnych. Do zreferowania tematu zgłosił się student, który zaczął odczytywać listę tytułów czasopism w porządku alfabetycznym: „Akcent”, „Arcana”, „Borussia”, „Christianitas”, „Czas Kultury”, „Dekada Literacka”, „Fraza”, „Fronda”, itd., aż do „Zeszytów Literackich”. „Jak Pan ułożył tę listę?” – zapytałem. „To lista czasopism dotowanych przez Ministerstwo Kultury, ściągnięta z ...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: