Nie kolonializm, lecz ludzka nieprawość

Są słowa, którymi łatwo się posłużyć, ale znaczą tak naprawdę niewiele. Mówienie o dzisiejszej Polsce jako o państwie postkolonialnym zachowuje pozory prawdziwości. Ale jest to prawdziwość bardzo ograniczona i uwłacza polskiej kulturze.  Istnieje taka tendencja wśród konserwatystów, by oceniać zjawiska ze współczesnego ich świata za pomocą lewicowych kategorii. I tak, w wielu wypadkach, gotowi są zarzucić przekonanie o wolności ludzkich wyborów i ich moralnej odpowiedzialności na rzecz marksistowskiej metody wyjaśniania zjawisk społecznych, kiedy to nad wyborem nadrzędność ma ekonomiczny interes. Dokonują więc nieraz konserwatyści materialistycznej interpretacji historii i otaczającego ich świata, zapominając, że przecież w innej sytuacji zaciekle broniliby wolności ludzkiej i zdolności człowieka do dokonywania wyborów innych niż te ekonomicznie uzasadnione. Niektórzy zaś ochoczo przejęli język innej lewicowej mody, także o postmarksistowskim charakterze, a mianowicie tzw. dyskursu postkolonialnego, który – podobnie jak bliźniacza mu ideologia gender – zdołał przeorać intelekty zachodnich myślicieli i sieje spustoszenie tam, gdzie jeszcze niedawno władał intelekt.  Czym jest postkolonializm?   Od pewnego czasu na prawicy rozpowszechnione jest twierdzenie o postkolonialnym charakterze dzisiejszego polskiego bytu. Jeden z pierwszych ważnych głosów w tej debacie pochodził od prof. Evy Thompson, która stwierdziła, że jedno z narzędzi współczesnej humanistyki,
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze