Rawa Blues – bluesa świętowanie

Festiwal bluesowy to medium popularyzacji określonej muzyki, wyjątkowe miejsce jej celebracji i adoracji. To również sposobność do ujawniania się „chwilowych wspólnot”, nie tylko stałych i wiernych fanów, połączonych ideą przyjemności płynącej z oddawania się rozrywce. Związana z popkulturą ideologia konsekruje przyjemność jako wartość naczelną, a blues wpisany w relacje budowania wspólnoty obsługuje potrzebę doznawania przyjemności, co w dużej mierze decyduje o jego atrakcyjności. Codzienność i odświętność tej muzyki – mimo znacznie mniejszej rzeszy jej odbiorców niż ma rock czy jazz – nie wymyka się dziś sferze popkultury. W latach 70. i 80. ubiegłego wieku blues był w Polsce skrajnie niszową muzyką. Obraz jej, docierający do nas przez filtry informacyjnych barier – dość mglisty, kreślony bardziej z wyobraźni niż na podstawie bliższej wiedzy, zdominowały rockowa ekspresja i brzmienie. Tę afroamerykańską muzykę znaliśmy i uprawialiśmy głównie w jej „wybielonej” postaci, z płyt Johna Mayalla i innych Brytyjczyków. Koncerty Muddy’ego Watersa na warszawskim Jazz Jamboree ’76 czy 10 lat później B.B. Kinga, stały się nie lada przeżyciem dla wąskiego grona fanów. Ojciec Polskiego Bluesa – Tadeusz Nalepa, pianista i wokalista Wojciech Skowroński („Blues to zawsze blues jest” – kto to dziś pamięta?), grupa śląskich muzyków: Irek Dudek, Leszek Winder, Jan „Kyks” Skrzek, Nocna Zmiana Bluesa – byli najbardziej znani z tego nielicznego, rozproszonego środowiska.Z klubowej niszy
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze