Co robić nad Lemanem?

„Więc ostatecznie... co mamy robić?” – pytają. „Nawrócić się” – odpowiada don Pardoval. „Jak to, nawrócić się? Czy nie jesteśmy chrześcijanami?” – pytają dalej. „Jesteście poza Kościołem Chrystusa” – słyszą.   Ten dialog pochodzi z książki pewnego posoborowego teologa i filozofa, ojca jezuity zresztą. Autor był redaktorem „Tygodnika Soborowego”, lecz nie w latach 60. XX wieku, ale prawie 100 lat wcześniej. Chodziło o Sobór Watykański I, a tym autorem był ksiądz Marian Morawski, jeden z najwybitniejszych polskich neoscholastyków. 20 lat po Vaticanum I napisał on „Wieczory nad Lemanem”. Zapis rozmów gości pewnego kurortu, towarzystwa międzynarodowego, jakby wziętego z „Czarodziejskiej Góry”, choć ta powstała 30 lat później. Obie jednak książki próbują uchwycić duchowe przesilenie przełomu wieków, gdy wszystko, co stałe, zdawało się wyparowywać, a nowe czasy i nowa moralność dopiero objawiały się niewiele wiedzącym i rozumiejącym z tego mieszczanom. O ile jednak „Czarodziejską Górę” polecam na zimowe ferie, o tyle nadchodzące wakacje, oby upalne, proponuję spędzić właśnie z „Wieczorami nad Lemanem”. „Po tych słowach nastąpiło dłuższe milczenie. – Wstaliśmy od stołu, przeszliśmy na brzeg terasy panującej nad jeziorem. Noc była jeszcze piękniejsza niż dni poprzednich; Leman, jak tafla ze stali, odbijał miriady gwiazd, które iskrzyły się w górze; opary leciuchne wlokły się tylko wzdłuż brzegów. Cisza i pokój natury nas oblewały”. Taka to atmosfera, letnia, parna, ale duchowa.
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze