Wciąż jestem dla niektórych solą w oku

Z Reinholdem Messnerem ROZMAWIA Olga Doleśniak-Harczuk. Wiem, że Jerzy Kukuczka myślał o tym, by po zdobyciu wszystkich ośmiotysięczników wycofać się. I powinien tak wtedy zrobić. Żyłby do dzisiaj, siedziałby tutaj przy tym stole, w radosnej atmosferze wypilibyśmy butelkę wina.Kilka dat z życia Reinholda Messnera (ur. 1944 r.) 27 czerwca 1970 r. – wspólnie ze swoim bratem Güntherem dokonuje pierwszego trawersu Nanga Parbat. Günther Messner ginie w lawinie śnieżnej u stóp ściany Diamir; 1971 r. – powrót na Nanga Parbat, poszukiwania brata; 8 maja 1978 r. – wraz z Peterem Habelerem wchodzi bez sztucznego tlenu na Mount Everest; 9 czerwca – samotnie wchodzi na Nanga Parbat ścianą Diamir; 20 sierpnia 1980 r. – pierwsze samotne wejście na Mount Everest; 1986 r. – po 16 latach skompletował wszystkie 14 ośmiotysięczników świata, pierwszy człowiek, który zdobył Koronę Himalajów; 1986 r. – wyprawa do Tybetu śladami mitycznego Yeti; 1993 r. – trawers Grenlandii (z bratem Hubertem Messnerem); 2004 r. – trawers pustyni Gobi w Mongolii.Powiedział Pan kiedyś, „my, ekstremalni, dobrowolnie wybieramy się do piekła”. Często Pan tam bywał? Naprawdę trudnych sytuacji doświadczyłem kilka razy w życiu. Można by je policzyć na palcach jednej ręki.Balansowanie na granicy życia i śmierci? Tak. Dwie takie sytuacje były szczególne. Pierwsza – w czerwcu 1970 r., kiedy schodziłem z ośmiotysięcznika Nanga Parbat. Tam zginął mój brat
     
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze